I tak mijała zima w ustawicznej trosce Mamy i Babci, by w naszej izbie było ciepło. Pamiętam, że bardzo często, nie zważając na mróz i śnieg, Babcia chodziła do lasu zbierać chrust. Opatulała się dużą chustą, ale brała jeszcze jedną jakby na zapas. Dziwiłem się poco Babci aż dwie chusty. I szła po ten chrust… Często nie było jej długi czas… Wyglądałem przez okno, czy nie wraca dróżką, którą zawsze wędrowała.  Po jakimś czasie dostrzegałem ją, gdy przygarbiona pod ciężarem wracała, a na plecach niosła już połamane gałęzie chrustu, który w mieszkaniu wysypywała z tej drugiej niby chusty. Teraz następowało suszenie starannie połamanych gałązek pachnących lasem. Później doskonale służyły do rozpalania ognia w naszej „kozie”. A zimy były bardzo srogie… Nie pamiętam, byśmy kiedykolwiek palili węglem. Do piecyka używano torfu, który nam początkowo przywoził Łuczak, ale później załatwił nam stałego dostawcę, którego nazwisko zapamiętałem – nazywał się Sułkowski. Miał konia i wóz i to z nim czasami odbywałem z Mamą podróż do Wielunia, by odwiedzić Ciocię Halenę, mego kuzyna Janka, no i Wujka Cierkosza, który był fleczerem i jeszcze potajemnie leczył ludzi do czasu aresztowania i wywiezienia wraz z innymi do Radogoszczy. Wrócili wszyscy, dzięki staraniom Ciotki.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd