Dzisiaj na każde z nich gospodynie robią może podobne gruntowne porządki, ale i wypieki rozmaitych ciast. W czasie okupacji było to nie do pomyślenia, gdyż z wielkim trudem przychodziło gromadzić produkty na te smakołyki. Już wspominałem, że na przykład cukier mogliśmy kupować tylko przed świętami i to w bardzo małej ilości, na co dzień słodzono sacharyną, a o kupnie masła nie było mowy, ale zawsze któraś z sąsiadek potajemnie robiła je w domu i stąd Mama dostawała jakąś jego część w zamian za wykonanie roboty na drutach.

Z tym masłem naprawdę bardzo trudno. Polakom na kartki przydzielano tylko wstrętną margarynę, której smak długo pamiętałem jeszcze długo po wojnie. Babci za szycie, a Mamie za zrobienie jakiegoś swetra ktoś tam zawsze z zaprzyjaźnionych gospodyń przyniósł osełkę masła, takiego wiejskiego, lekko osolonego. Nie zawsze, ale przed świętami.

A do smarowania pieczywa pozostawała owa margaryna… Polacy jednak wpadli na pomysł, by jako tłuszczu do jedzenia stosować olej i w tym okupowanym Osjakowie istniały olejarnie tłoczące go ze słonecznika. Babcia zawsze od kogoś tam go zdobywała. Kiedy nie było czym smarować chleba, jedliśmy go właśnie z tym olejem. A ja do dnia dzisiejszego nie zapomnę smaku tego złocistego płynu rozlanego na jakimś talerzyku i maczanego w nim posolonego chleba. W czasie świąt do wypieku ciasta używano właśnie takiego tłuszczu. Nie można powiedzieć, że nie robiono żadnych wypieków, owszem, skromnie nie tak jak dzisiaj , ale  były. Moja Mama też piekła ciastka zwane amoniaczkami, jakąś babkę, którą tartą nazywano.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd