Do domu Łuczaków chodziłem z Mamą albo i sam bardzo często.  Naturalnie, że nie bałem się już tego ogromnego koguta, kiedy przechodziłem obok kurnika, którego on był stróżem i pilnował stadka kur. Dalej mijałem ów ogród wspaniały, widoczny  zza płotu, a później, po tej samej stronie, przechodziłem obok jakichś szop i komórek, służących zapewnie za składziki narzędzi gospodarza.

Na tym obszernym podwórzu wszystko mnie ciekawiło, a najbardziej lubiłem przypatrywać się jak Pan Bronek zaprzęgał do kieratu konia, który później, chodząc w kółko, poruszał jakieś machiny. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że tym sposobem działa sieczkarnia. Koń chodził w kółko tylko od czasu do czasu poganiany, a w stodole pracowała maszyna. Bardzo się wtedy dziwiłem takiej pracy. Gdy kierat nie pracował, siadałem na belce, do której wcześniej zaprzęgano konia i miałem doskonałe huśtanie.

Obok wejścia do domu była studnia, ale nie na tak zwany „koszurek”, czyli długi kij z odpowiednim hakiem służącym do zawieszania wiadra jak przy studni u Łacińskich, ale na korbę z długim  łańcuchem z uczepionym do niego na stałe wiadrem. Studnia była zabezpieczona odpowiednią klapą, by padający deszcz nie przedostawał się do jej środka. A zaraz za nią niewielki ogródek, w którym, jak tylko pamiętam z tych wojennych czasów i powojennych również, było bardzo wiele kwiatów pachnących od wczesnej wiosny do jesieni. Wiem, że ogródkiem tym zajmowała się Pani Aniela i zapewne jej i innym sprawiał jego kolorowy widok wiele radości podczas szalejącej okupacji.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!