Pewnego razu, gdy byłem tylko w towarzystwie Tadzia Pyszkowskiego, bo kogo innego bym się chyba wstydził, postanowiłem podobnie jak Bogdan wdrapać się na niewysokie drzewo… Nie pamiętam jakie było, może wierzba, może jakieś owocowe. I już byłem jedną stopą na jakiejś gałęzi, gdy ta załamała się pode mną, spadłem i zwichnąłem sobie rękę w łokciu. Boże Święty, jak ja się darłem wniebogłosy, chyba mój krzyk słyszał cały Osjaków. Tadek nie wiedział, co robić… Ja leżę na trawie i drę się, a on stoi i gapi się na mnie. Na szczęście przechodziła obok stara Motorniukowa, która również nie wiedziała, co się stało, ale pobiegła po moją Mamę, czego bałem się jeszcze bardziej niż odczucia bólu. I rzeczywiście od razu usłyszałem głos Mamy – a po coś tam wchodził, a może masz coś złamanego, co teraz będzie… I tak dalej, i tak dalej… Przypominam sobie, że moja prawa ręka wywinięta była w zupełnie inną stronę i okropnie bolała przy najmniejszym ruchu.

Tadek ze strachu i z powodu krzyku mojej Mamy zwiał „z miejsca wypadku”, ale tylko na jakiś czas, bo za chwilę zjawił się z Panią Zosią, która przecież z medycyną miała coś wspólnego. Stwierdziła, że to tylko zwichnięcie i „Kubacki” na pewno nastawi.

A mieszkał od pokoleń w Osjakowie Kubacki, nie pomnę imienia, który przed wojną i po wojnie również był organistą i potrafił nastawiać i to doskonale złamania, zwichnięcia, masował kręgosłupy osobom cierpiącym.
Jeszcze w drodze do tego Kubackiego, a mieszkał niedaleko kościoła, powiedziałem Mamie, że Bogdan to tak ładnie wdrapuje się na drzewa a ja nie umiem i chciałem się nauczyć. Mama roześmiała się tylko i powiedziała, że jeszcze jestem za mały, bym robił to, co Bogdan.

Stary Kubacki zobaczył moją odwróconą w inną stronę rękę, jakoś nacisnął, aż zawyłem bólu i ręka „wskoczyła w swoje miejsce”. To dosłownie była jedna sekunda tego nastawiania. I jeden mój przy tym wrzask…
Może przez dwa tygodnie, bo tak kazał stary Kubacki, nosiłem rękę na chuście, temblaku i każdemu chwaliłem się, że spadłem z drzewa, zwichnąłem rękę, a „pan Kubacki baj, baja i mi rękę zreperował”. Tak się chwaliłem jaki to ja niby byłem dzielny, ale to powiedzenie „Baj Baja” przywarło do mnie, bo po jakimś czasie stało się dla mnie jakimś przezwiskiem czy może ksywą, jak byśmy dzisiaj powiedzieli. I tak zostałem Baj Bają, czym się nawet nie przejmowałem.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!