Obrazy z tego mego okupacyjnego wczesnego dzieciństwa nie łączą się ze sobą. Nie stanowią następstwa jednego po drugim przeżycia rzeczywistości, ale są jej fragmentami, której już nie zdołam poskładać w całość, bo po prostu wszystkiego nie pamiętam... A niegdyś nie chciałem o tamtych czasach słuchać opowiadań ludzi, których teraz już odeszli na tamtą stronę życia, a przecież od nich mógłbym mieć bardzo wiele innych wspomnień, przypomnień o wydarzeniach, w których może brałem udział…

Pamiętam jednak bardzo wiele z tamtych lat okupacji.

Wspomniałem już, to znów z opowieści mojej Mamy, że po powrocie z ucieczki nie mieliśmy niczego. Nie było ani na czym jeść, ani czym jeść, ani co jeść.

Ale zaraz za nie tak wielkim obejściem Łacińskich i za ich stodołą mieszkali Łuczakowie, serdeczni przyjaciele moich rodziców, którzy od razu przyszli Mamie i Babci z pomocą. Na ich obszerną posesję można było przejść wąską dróżką między płotem a ścianą stodoły Łacińskich  i znaleźć się niemal od razu na podwórzu, dość rozległym, niby dworskim, po którym zawsze chodziło kilka kur, ale władcą tego stada był ogromny karmazyn. Piękny kogut, który jednak rzucał się na każdego obcego, pojawiającego się w jego królestwie. Do dnia dzisiejszego mam ślad na łydce lewej nogi od dziabnięcia owego ptaka.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!