Mieszkaliśmy w tej jednej izdebce od ulicy, a nasi gospodarze z drugiej strony sieni też mieli jeden pokój, z którego można było przejść do ich maleńkiej kuchni. Byli dobrymi i szlachetnymi ludźmi. Łacińska, tęga kobieta, doglądała gospodarstwa, bo mieli jedną krowę i trochę ziemi do uprawy. On – Franciszek, był murarzem i, jak pamiętam, miał wiele pracy, bo przecież Niemcy ciągle coś dla siebie budowali, remontowali, jakby byli przekonani, że pozostaną tutaj na zawsze. Pan Łaciński niemal każdego dnia z domu wychodził bardzo wcześnie. Przed samym wyjściem oprzątał tę jedyną krówkę cudem zachowaną i szedł do roboty. Pamiętam, że wracał bardzo późno.

Łacińscy mieli dwie córki – Basię i Halinę, które były starsze ode mnie o kilka lat, umiały już czytać, pisać, czego im wtedy bardzo zazdrościłem. Wprawdzie chodziły do jakiejś tam szkoły zorganizowanej przez Niemców, ale jak się później dowiedziałem, uczyły się w niej bardzo mało – tylko czytania i pisania, no, może jeszcze  liczenia do stu. Później taką szkołę nazywano szkołą „mioteł”.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd