Część terenu tego pasa zieleni, bo naprawdę było tam zielono zajmowało niewielkie pomieszczenie owego zakładu masarskiego z istniejącą obok studnią. Nie była ona głęboka i w trosce o higienę co dwa-trzy dni ciotka wstawiała do niej drabinę, po której schodziła, by do samego dna wylewać zanieczyszczoną już wodę. Naturalnie, że owa studnia była chroniona odpowiednią klapą przed deszczem, padającym śniegiem.

Po podwórku posesji Herczyńskich zawsze kręciło się stado kur, pilnowanych przez koguta, ale nie tak ogromnego jak u Łuczaków. Biegał też pies, ot zwykły kundel, ale bardzo mądre stworzenie. Jego wadą było to, że z gniazd kur wyjadał jajka, co dla skąpej ciotki było nie do pomyślenia. I oto wywoływane były częste kłótnie między małżonkami. Ciotka posądzała o te czyny męża, dopiero później, kiedy psiaczek został schwytany na gorącym uczynku i sprawa się wyjaśniła, to nie wyrzuciła z domu wuja, ale go gorąco przepraszała.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!