joomplu:14Już jako dziecko wiedziałem, że dom, w którym mieszkała Rodzina Cioci Stefanii i Ludwika Herczyńskich z dwojgiem dzieci – Jurkiem i Henią jest bardzo stary, wiekowy, można by dzisiaj powiedzieć. Widać było, że jest to dom bardzo rozłożysty, przesadzisty i jakby przycupnięty do skoku jakowegoś, ale jednocześnie niby wrośnięty w ziemię praojcowską jeszcze mego pradziadka.

Ogromna brama drewniana, od strony ulicy zawsze starannie zamykana o właściwej godzinie, dzieliła dom jakby na dwie połowy. Wrota znajdowały się tylko od strony ulicy, bo od podwórka obszernego już była przestrzeń wolna i ciągnęła się aż do samego końca podwórka,   na tak zwane „zapłocie”. A był to pas ziemi należący jeszcze do właściciela całej posesji, najczęściej łąką porośnięty, gdzie pasły się kozy, owce ,przywiązywane sznurem do kołków, by nie uciekły. W tej głównej bramie była skrzypiąca i bardzo ciężka furtka, która przy otwieraniu swym zgrzytem „ogłaszała” domownikom, że idzie jakiś „gość”. Druga brama zamykała długie podwórko i przez nią przechodziło się lub przejeżdżało na tak zwane zapłocie. Jeszcze przed tą bramą, prowadzącą na zapłocie, znajdowały się jakieś zabudowania gospodarcze, stał wóz konny, a obok była dość obszerna stajnia i przy niej obora z jedną chyba krową i kozą.

Oczywiście, że ten stary dom z czasów jego „młodości”, pojawia się tylko w wyobraźni powstałej w wyniku opowieści najbliższych. Jakże musiały być one dokładne albo ile razy powtarzane, skoro w mej pamięci zachowały się nawet drobne szczegóły, rozliczne bardzo i przez wiele lat później oglądane.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!