Więźniowie przebywali w owej „kozie”  żyli w warunkach godnych największego upodlenia człowieka. Z ganku naszego domu widzieliśmy owa „kozę” i zakratowane jej dwa okienka, przez które osadzeni wyciągali dłonie, jakby prosząc o ratunek, o jedzenie lub wodę, bo i tej otrzymywali bardzo mało. Odważne były wówczas kobiety, które małą grupką, późnym wieczorem, potajemnie podkradały się pod same okna owej „kozy” i podawały więźniom jakieś jedzenie czy wodę.

Do tych odważnych kobiet, obok Dederkowej, Kowalskiej, Jasickiej, które w taki sposób pomagały więźniom, należała moja Babcia. Pamiętam, że jeszcze do tej „kozy” pewnego razu Niemcy przywieźli trzech więźniów, którzy przez owe zakratowane okienka krzyczeli w jakimś dziwnym języku o chleb. Babcia powiedziała, że są to Rosjanie, którzy zostali przywiezieni z frontu. Nie rozumiałem wówczas ich języka, ale pamiętam, że pod strażą dwóch żandarmów wychodzili oni na teren Osjakowa i pracowali przy porządkowaniu parku przy Targowej i malowaniu płotów wokół domów, w których mieszkali Niemcy. Widocznie mieli więcej swobody, bo byli jeńcami wojennymi, a chcąc się w jakiś sposób odwdzięczyć mieszkańcom Osjakowa za potajemne dostarczanie żywności, nam dzieciom robili zabawki. Były to zazwyczaj motyle, które popychane umieszczonym przy nich patykiem, biły skrzydłami barwnie pomalowanymi. Były to jedne z nielicznych zabawek, jakie miałem w czas hitlerowskiej okupacji.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!