Babcia, dzięki umiejętności szycia, starała się zarabiać na życie. Niestety, do tego zmuszona była przez żony okupantów, które zawsze przychodziły, by im coś przerobić z ich wcześniej ukradzionej komuś garderoby.

Pewnego razu Mama postanowiła mi na drutach nadrobić wystrzępiony rękawek swetra. Biedaczka nie umiała robić na drutach, bo i skąd… I kiedy tak się trudziła przy tej naprawie, do Babci przyszła jakaś Niemka, a właściwie jedna z tych z Wołynia, po odbiór uszytej sukienki czy też jakiejś bluzki. Kiedy w palcach Mamy zobaczyła druty i obrabianie rękawów mego sweterka, od razu powiedziała, że nazajutrz przyniesie wełnę na sweter, który musi być zrobiony. Pamiętam tę scenę - bezbronne rozłożone ręce Mamy i jej oczy  pełne łez, i usiłowanie bez żadnych słów odmowy wykonania tej pracy… Mama nie umiała robić na drutach… Ta próba naprawy mych wystrzępionych rękawów swetra była pierwszą… Niemka krzyczała na Mamę i powiedziała, że jak nie chce jej zrobić swetra, to będzie wywieziona na roboty do Niemiec. I pamiętam płacz Mamy po jej wyjściu. Babcia była załamana. Ja, choć niewiele jeszcze wtedy rozumiałem, uczuciem dziecka przeżywałem w wielkiej trwodze te trudne chwile w naszej izdebce.

Serdeczną przyjaciółką Mamy była Zofia Rajsówna z niedalekiego Gabrielowa, z którego niemal każdego dnia do nas przychodziła. Malutka, serdecznie zawsze uśmiechnięta, rozsiewająca wokół siebie samą radość, choć za oknem cały czas czyhała śmierć, a każdy nieuważny krok na pewno nią zagrażał. Zosia zjawiła się, jak zawsze, nazajutrz. Przyszła, by pomagać babci w szyciu, fastrygowaniu, prasowaniu ciężkim żelazkiem na duszę jakichś sukien, bluzek czy spódnic. Kiedy usłyszała, co Mamę spotkało w dniu poprzednim, nie załamywała rąk, nie rozpaczała razem z Mamą, ale podjęła się zrobienia swetra dla wrednej Niemry i nauczenia Mamę dziergania na drutach. Tak też się stało, sweter był robiony przez kochaną panią Zosię, wiem, że  Niemra była z niego bardzo zadowolona, a Mama bardzo szybko, dzięki cierpliwości malutkiej Zosi Rajsówny, nauczyła się robić swetry. I nie tylko, bo później robiła również skarpetki z wełny, nawet rękawiczki. I tak dwie kobiety, matka i córka, utrzymywały siebie i mnie wychowały przez całą smutną okupację. Już po wielu latach Mama przypomniała tamtą smutną chwilę i powiedziała, że nie bała się wywiezienia na roboty do Niemiec, ale bała się utracić mnie i Babcię, którą jako córka bardzo kochała. Płakała, bo musiała usługiwać Niemkom, co było w jej mniemaniu rzeczą straszną. Dzięki pracy dwóch kobiet mieliśmy jakieś tam jedzenie, bo nie pamiętam, by Niemki płaciły za szycie czy zrobienie swetra markami. One były bardzo chytre na pieniądze, mówiła Mama. Wolały przynosić jedzenie, czasami nawet dość dobre, ale częściej były to resztki z ich stołu. Wtedy Babcia wyrzucała je po kryjomu, by się nikt nie dowiedział, że mamy dużo jedzenia. Ale zdarzało się, że przy posiłku ugotowanym na tym żelaznym piecyku, Mama i Babcia bardzo często płakały.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!