Nie zdjął munduru policyjnego, jak to inni funkcjonariusze zrobili... A wielu takich było...

Przez długie kilometry trzymał się nas w tej ucieczce w nieznane i jak, podobno, niektórzy mówili – ucieczce do nikąd. Nie szedł sam, bo zaraz za nim, obok drugiej furmanki, tak samo jak mój ojciec, również prowadząc służbowy rower, swej rodzinie towarzyszył przyjaciel mego taty – Franciszek Fencynobel – policjant z tego samego osjakowskiego posterunku. Był on moim ojcem chrzestnym, przez lat wiele wspominanym przez moją Mądrą Mamę jako człowiek bardzo szlachetny i prawy. Jeszcze przez śmiercią, w lutym 2000 roku, Mama przypominała tę postać i jakby z otchłani przeszłości wywoływała straszliwe obrazy tamtych dni. Niemal w ostatnich minutach swego życia chciała nimi wzmocnić we mnie o nich pamięć.

Do tamtej wrześniowej “ucieczki” wcześniej w swym życiu powracała bardzo często. Ucieczki do nikąd…

Już kilka lat po niej Mama opowiadała mi, że jakiś człowiek, spotkany na rozstaju polnych dróg, uciekającym, którzy pytali o go kierunek dalszej drogi, odpowiedział: „- Czy będą jechali tą, czy inną drogą, to i tak “na zginięcie”. A ja, podobno, na tej furmance pełnej tobołów, ciągniętej piaszczystymi drogami przez osłabionego z braku wody konia, straszliwie płakałem. Ucieczka w tamte gorące dni września była mordęgą nie tylko dla dzieci, ale i dla osób dorosłych. Brakowało nie tylko mleka dla maluchów, ale i jedzenia, i wody dla ludzi i zwierząt. Mama opowiadała mi, że ktoś jej dał kawałek jakiejś kaszanki, która miała mnie uciszyć w tym płaczu. Nią to umazałem sobie całą buzię, ale płakać nie przestałem.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!