Też były upalne lata i podobnie skwar lał się z nieba jak dzisiaj. I w taki czas każdy z nas pragnął ochłody, cienia, wody… A gdy już upał tak naprawdę doskwierał nam w mieście, nie wyjeżdżaliśmy do Krzeczowa, Kamionu, Przywozu czy Toporowa, bo jak tam mogliśmy dojechać. skoro nie było takiej sieci autobusów jak dzisiaj. Ale wówczas dla mieszkańców Wielunia latem najbardziej ulubionym miejscem pobytu w czas wolny od pracy był Osjaków.

Tam kursował jedyny chyba wówczas samochód należący do niejakiego pana Perka.  I to dwa razy dziennie był wyjazd z Wielunia do Osjakowa.

W przeddzień takiego wyjazdu w domu odbywały się do niego przygotowania. Pamiętam, że pieczono kotlety mielone obtoczone w bułce, gotowano kompot z rabarbaru, dziś już chyba zapomnianej rośliny, gotowano jaja na twardo. oczywiście, że musiał być chleb, kupiony w przeddzień wyjazdu.  Cały bochenek krojono nożem na kromki, które zawijano już wieczorem w lniane białe ściereczki, by nazajutrz nie były wyschnięte. Pamiętam, że Moja Mądra Mama zawsze już na początku lipca zaczynała w glinianych garnkach, koniecznie glinianych, kisić ogórki. Boże Drogi, jakie one były wspaniałe. I te ogórki przed wyjazdem wędrowały do kosza z żywnością.

Our website is protected by DMC Firewall!