I do jedzenia niczego nie mieliśmy. Nie mogę powiedzieć, by ci sowieccy żołnierze nie dzielili się z nami swym jedzeniem. Z brudnych plecaków wyjmowali czarny niczym święta ziemia chleb, kroili go na duże pajdy i nas nim częstowali. Dzielili się również zawartością ich konserw, „tuszonkami” zwanymi i kroili dla nas grube płaty słoniny obtoczonej w jakiejś czerwonawej przyprawie, może w papryce, ale nie wiem...

Kazali sobie gotować wodę, do której wsypywali jakiś proszek, który nie przypominał jednak smaku herbaty. Wieczorem często śpiewali jakieś pieśni o pięknych melodiach po raz pierwszy przeze mnie słyszanych.

Przemarsz sowieckich wojsk przez Osjaków trwał wówczas każdego dnia. Żołnierze szli zmarznięci i zmęczeni, ale wszyscy „na Berlin”. Te słowa tkwią w mej pamięci do dnia dzisiejszego. Widziałem tych żołnierzy. Pamiętam, że karabiny ich umocowane były sznurami a nie rzemieniami. Widziałem żołnierzy starych i bardzo młodych, niemal dziećmi będącymi. Oto chłopiec dźwigał karabin nie wiele mniejszy od niego samego, a kolba karabinu umocowana na sznurku raz po raz dotykała ziemi. Nie zapomnę tego widoku. Wówczas dziwiłem się na widok skośnookich żołnierzy w ogromnych czapach, bo nie wiedziałem,  że w tej armii służyli przedstawiciele różnych narodów ogromnej połaci Sowietów.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!