joomplu:1W okresie panowania na części Polski Rosjan Osjaków dla oficerów zaborcy był miejscowością bardzo atrakcyjną. Tutaj w wolnym od służby czasie przyjeżdżali z Wielunia na odpoczynek. Między innymi przyjeżdżał do Osjakowa rosyjski oficer, który był weterynarzem. Miał on za zadanie opiekowanie się końmi kozaków. Stanica tych zwierząt znajdowała się w miejscu, gdzie dzisiaj stoją gmachy upadłego już wieluńskiego ZUGiL-u. Ów oficer nazywał się Prokop Iwanowicz Babienko. Z zachowanego zdjęcia widać, o że był to mężczyzna postawny, elegancki a z twarzy wyglądał na inteligentnego. Moja Babcia była kobietą piękną, podobno miała licznych adoratorów, ale każdego zbywała, dając mu przysłowiowego „arbuza”.

Ów Babienko zapewne, będąc w Osjakowie, zachodził do karczmy pradziadowej na posiłek, czy może na kieliszek wzmocnionego trunku. I tam spostrzegł moja Babcię, która od razu olśniła go swą urodą, skromnością zachowania, delikatnością i wrodzoną kulturą, gdyż przecież żadnych szkół nie kończyła, więc ten ostatni walor charakteru musiała mieć wrodzony. Prokop Iwanowicz zakochał się w Babci, która, jak mi sama opowiadała, początkowo odrzucała jego „amory”. Później jednak zauważyła, że jest on człowiekiem dobrym, szlachetnym i zgodziła się zostać jego żoną. Podobno pradziadek Ignacy i jego druga żona byli temu przeciwni, ale przecież „na miłość nie ma rady”... Postawiono więc warunek – mają być dwa śluby. Najpierw katolicki w kościele osjakowskim, a dopiero później prawosławny w nowo wybudowanej cerkwi w Wieluniu (tam dzisiaj jest siedziba Wieluńskiego Domu Kultury). Prokop Iwanowicz na to przystał, choć chciał, by najpierw odbyła się ceremonia ślubu prawosławnego. Tak, tak , na miłość nie ma rady...

DMC Firewall is a Joomla Security extension!