I tutaj urywa się film mej pamięci, bo nie przypominam sobie w jaki sposób dojechaliśmy do Czernic i w którym domu, i u którego gospodarza udzielono nam schronienia. Wiem tylko, że w dość obszernej izbie znalazło się wiele kobiet i dzieci. Mężczyźni gdzie indziej spali. Konie zaś schronione były w stodole gospodarzy.

W tej obszernej izbie duszno było niesamowicie, od małej „kozy” bił żar palonego drewna. Nie przypominam sobie wiele obrazów z tego „obozowiska”, ale jeden szczegół utkwił w mej pamięci. Nie wiem, w którym dniu naszego tam pobytu, drzwi się otworzyły i stanął w nich niemiecki żołnierz, który w ręku trzymał granat. Widziałem już takie granaty w kształcie jajek, bo żołnierze niemieccy nosili je przypięte  do szerokich pasów. Ów żołnierz trzymał ten granat w dłoni dłuższą chwilę, stał i patrzył na zbiorowisko kobiet i dzieci. Wydawało się, że namyślał się, czy nie rzucić w nie ów śmiercionośny ładunek. Nie zrobił jednak tego. Po dłuższej chwili schował granat do chlebaka zawieszonego na ramieniu. Ja nie zdawałem sobie sprawy z tej chwili grozy, ale gdy wyszedł trzasnąwszy drzwiami, kobiety odetchnęły z pełną ulgą. Późnej słyszałem, że minęliśmy się wszyscy ze śmiercią.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!