Jak mi się dzisiaj wydaje, był to chyba koniec sierpnia, może początek września 1944 roku. Pamiętam, że już były gruszki bardzo dojrzałe i słodkie bardzo, do których mieliśmy jednak ograniczony dostęp, bowiem w Osjakowie drzew takich grusz było bardzo niewiele, dzisiaj nie wiem dlaczego. Zawsze jednak, przyjazna dzieciom, pani Waltrowa pozwoliła nam buszować w jej ogrodzie, gdzie obok jabłoni rosła taka grusza, a pod nią znajdowaliśmy te smaczne owoce, które spadły z drzewa.

Nie byłem już taki mały, by nie uświadomić sobie, że w Osjakowie coś się zaczęło dziać w tamtym czasie. Nawet dzieci mogły zauważyć, że Niemcy zaczęli się czegoś bać. Chyba już od września obserwowaliśmy wszyscy, jak niektóre niemieckie rodziny wyjeżdżają z naszego przecież Osjakowa. Żony żandarmów pakowały niemal wszystko, co wcześniej zagrabiono polskim rodzinom na „paki” ciężarowych samochodów, zabierały dzieci i wyjeżdżały w stronę Wielunia. Nie wiedzieliśmy, dokąd się udawały owe Niemry z dobrem ruchomym wielu polskich rodzin. Dopiero po kilku tygodniach rozeszła się wieść, że celem ich podróży był Wrocław, wówczas niemiecki Breslau. Z całą pewnością wiele z nich zginęło podczas późniejszych bombardowań tego miasta.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!