Tuż obok posesji Herczyńskich znajdował się niewielki budynek należący do Sokołowskich. On był krawcem, jednym z niewielu mieszkających jeszcze w Osjakowie. Miał dwóch synów, z którymi się nawet przyjaźniłem. To z pracowni Sokołowskiego wychodziła konfekcja sprzedawana później na targach. Pamiętam, że mnie Pan Sokołowski szył marynarkę, spodnie, które zawsze były krótkie i niemiłosiernie obcierałem je powyżej kolan. W pracowni spotykali się Ci, którzy pragnęli dowiedzieć się czegoś nowego o sytuacji na froncie. Był to człowiek bardzo pracowity i sumienny, chociaż pewnego razu kiedy nie miałem czapki, a ta koniecznie musiała być wykonana z tak zwanym denkiem, czyli swego rodzaju usztywniaczem całego przykrycia, zrobił ją w taki sposób, że nawet przy zakładaniu jej na głowę słychać było ni to jakby odgłosy werbla lub stukot końskich kopyt. Innym znów razem Pan Sokołowski uszył mi marynarkę, ale chyba ze skąpej ilości materiału i gdy, myśląc że jest piękna, i przymierzając ją napiąłem ramiona w taki sposób, że cały tył został rozpruty. Śmiechu było co niemiara. Śmiał się również z tego sam Pan Mistrz. Wtedy nie byłem takim szczupłym chłopakiem, ale już zaczynałem, nazwę to prosto, "tyć", co w gronie kolegów uważałem za ośmieszenie mnie.

Our website is protected by DMC Firewall!