Noce w zimnej izbie domu Łacińskich... Palić też nie było czym... Babcia z mamą chodziły do lasu po chrust, jak wtedy mówiono...  Pamiętam jak wypatrywałem swą babcię przez te okna z domu Łacińskich, gdy szła z lasu niosąc na plecach zawinięty w jakąś chustę chrust. Widziałem ją, jak szła przez łąki w czasie ciężkiej zimy któregoś tam roku. I takez było zawsze. Niemcy przeganiali z lasu kobiety zbierające chrust, czasami bili je...

Od czasu do czasu Bronek Łuczak dostarczał nam torf, którym paliliśmy w tym żelaznym piecyku, by było cieplej i można coś, jeśli było co, ugotować. Później ten torf przywoził nam  Sułkowski, który miał konia i furmankę, ale skąd brał ten podstawowy dla Polaków opał, tego nie pamiętam. W czasie ciężkich mrozów Babcia uszczelniała te dwa okienka w naszym mieszkaniu czym tylko było można. Oklejano istniejące przy ich framudze szpary papierem smarowanym klejem zrobionym z żytniej mąki zmieszanej z wodą, bo podobno to był jedyny sposób, by „nie wiało”, jak mówiły Babcia i Mama. A i na drzwiach zawieszano koc, by uchronić choć trochę ciepła.  Ale i tak w czasie mrozów okienka były zawsze całkowicie zamarznięte i ja, chcąc zobaczyć, co dzieje się na ulicy, chuchałem w jedno miejsce i poprzez takie okrągłe miejsce spoglądałem na zaśnieżoną, mroźną ulicę… I widziałem tę bezlistną o tej porze samotnie rosnącą akację.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd