Po przeciwnej stronie już łąki, na które biegła wydeptana droga przez ludzi i bydło na nich się pasące. To na te łąki, nie wiem do kogo one należały, wiosną, latem i jesienią wyganiały Basia i Halina Łacińskie ową jedyną krowę, którą posiadali ich rodzice. Lubiłem wówczas ten czas spędzany na łące przy pasieniu krów, bo i inni gospodarze również paśli tutaj krowy przypędzane nawet z odległych miejsc Osjakowa. Nie wiem, czyja była ta łąka, może jakaś gromadzka, bo później o takich gruntach, stanowiących własność całej wsi, słyszałem, ale w tamten czas nie obchodziło zupełnie… Na tej łące rosły kępki sitowia, z którego robiliśmy plecionki, jakieś nawet ozdoby na głowę, a z łodyg mleczu pletliśmy długie łańcuchy. To na te łąki przychodziły dzieci niemal z całego Osjakowa w okresie wiosny, kiedy jeszcze nad rzekę się nie chodziło, gdyż było jeszcze za zimno. Po łące wolno chodziły krowy i nawet nie trzeba było ich pilnować, choć czasami, gdy im się coś nie spodobało, zaczynały dziwnie podskakiwać i biegać, co dla pilnujących je dzieci stanowiło problem. Mówiono wówczas, że „krowa się gzi”, ale ja nie bardzo wiedziałem o co chodzi.

Były też kozy z długimi rogami i niebieskimi oczami. Te beczały co jakoś czas, a myśmy je na swój sposób naśladowali. Beczały kozy, beczeliśmy i my… Uśmiechy okupacyjnego dzieciństwa. Uśmiechy, choć wokół nas okrucieństwo okupacji, z czego jeszcze nie za bardzo zdawaliśmy sobie sprawę.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!