Mam mało skojarzeń z okupacyjną Wielkanocą. Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy ze znaczenia tego święta. Pamiętam jednak, że w Wielką Niedzielę budzono mnie wcześnie rano i cała nasze trójka klękała przy łóżku i razem z Babcią odmawialiśmy różaniec. Zresztą różaniec był w naszym domu odmawiany bardzo często, ale w tym dniu w sposób szczególny.

I na Wielkanoc było jakieś ciasto i lepszy obiad. Babcia bardzo surowo przestrzegała odpowiedniego jedzenia w okresie Wielkiego Postu, więc w Wielką Niedzielę jedzenie nawet u nas było bardziej obfitsze.

I przypominam sobie tak zwany „lany poniedziałek”, kiedy w nas, dzieci, wstępowała jakaś wielka radość z tego, że możemy kogoś oblewać wodą tak zupełnie bezkarnie. Starsi chłopcy mieli do tego przygotowane takie dość duże drewniane sikawki, z których strumień wody dokładnie padał w wycelowaną osobę. Zazdrościłem im tych sikawek i zawsze też chciałem taką mieć. Inni chlustali się wodą wprost z wiaderka. Był śmiech, wrzask oblanych i radość oblewających, mimo straszliwej wokół okupacji. Polacy jednak utrzymywali tradycję. Nie wiem, czy nasi okupanci również oblewali się wodą w ten wielkanocny poniedziałek…

A później było już ciepło… Choć jeszcze śnieg całkowicie się nie stopił, to w ogródku Łacińskich już wychodziły zielone liście irysów…

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!