The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.

A w Osjakowie był rynek nawet dość obszerny i z niego wszystkie drogi jakby prowadziły do nowo pobudowanego kościoła pod wezwaniem św. Jadwigi i św. Kazimierza. Na środku owego brukowanego placu była studnia cembrowana z wiadrem przymocowanym do łańcucha owiniętego na belkę, którą kręcono metalową korbą. Podobno studnia ta była bardzo głęboka, ale niemal wszyscy okoliczni mieszkańcy czerpali z niej wodę, choć niektórzy korzystali z własnych wykopanych na swoich podwórkach.

joomplu:46Wokół tego rynku stały domy, najczęściej drewniane strzechami kryte z jakimiś sklepikami, składami, jak dawniej, jeszcze w czasach mego dzieciństwa, nazywano punkty sprzedaży. Za mej pamięci dawniej nie mówiono: „Idę do sklepu…”, ale „Idę do składu..”

A więc były te sklepy polskie i żydowskie, był oczywiście fryzjer, krawiec też miał przy tym rynku swą pracownię i szewc również. I gdzieś był kowal, a może i bednarz, i kołodziej zarazem.

Przy rynku, już w murowanym domu, miał swą aptekę podobno zacny farmaceuta Błażejewski. Jak mi opowiadała moja Mama, był to człowiek już w podeszłym wieku i nie mogąc samemu prowadzić apteki, zatrudniał tak zwanego „prowizora”. Dzisiaj nazwalibyśmy „technika farmacji”.

Dzieci, jak to dzieci, nie wiedziały, co oznacza słowo „prowizor”, ale starsze podpuszczały młodsze, by chodziły do apteki i prosiły „o ćwierć kilograma prowizora”. Starszy pan Błażejewski bardzo się denerwował, chwytał za laskę i gonił te dzieciaki, wybiegając z apteki na rynek, dzieci uciekały, biegały wokół studni, a on za nimi z tą laską. Nie dawał jednak rady, bo maluchy były szybsze od niego i zawsze się rozpierzchły we wszystkie strony. Moja Mama również chodziła do apteki po tego „prowizora…”.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!