Wcześniej musiałem zaopatrzyć się w plecak, co wcale nie było takie proste w tamtych czasach. Swojego nie miałem, a kupić nie było gdzie...

W naszym mieście nie było przecież żądnego sklepu z artykułami sportowymi. Na ten obóz wybierał się również mój przyjaciel, który u nas mieszkał na stancji – Zygmunt, ten, który po maturze poszedł do wojska, a później został generałem). Na jego głowie były starania o plecaki. Wypożyczył je od kogoś i byliśmy z nich bardzo dumni. Doskonale bowiem wyglądała na nich cielęca skóra, taka ze szczeciną i na dodatek biała w brązowe łaty. Były to plecaki jeszcze pamiętające zapewne drugą wojnę światową, ale nich im będzie... Przydały się one bardzo, bo gdy w jakimś schronisku nie było niczego pod głowę podłożyć, kładliśmy te plecaki.

Our website is protected by DMC Firewall!