Wieczorem w wielkiej tajemnicy zapakowaliśmy nasze rzeczy do tekturowych walizek, na dodatek obwiązaliśmy je sznurkiem, by się nie rozwaliły, a rano po nieprzespanej z wrażenia nocy, „prysnęliśmy” w ... dość duże już łany żyta, co to nas miało chronić przed schwytaniem przez pościg.

Ale jakoś nikt nas nie gonił ani nie szukał, czym byliśmy nawet zawiedzeni. Później bardzo długo siedzieliśmy nad stawem pełnym rechocących żab. Słońce prażyło, szumiały trzciny rosnące nad wodą, słychać było dzwon kościelny wydzwaniający południe, nad wodą unosiły się chmarami ważki i latały jakieś owady szukające pożywienia. Komary zaczęły pożywiać się naszą krwią.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!