Nasza kolonia rozlokowała się w szkole, ale posiłki jedliśmy w sali remizy strażackiej, gdzie była nawet scena z rozsuwaną kurtyną. Nie obchodziło nas wtedy, że w szkole nie było żadnych  kranów z bieżącą wodą ani ubikacji w budynku.

Radowaliśmy się pobytem na wsi, kąpaniem w płytkiej Prośnie, w której łowiliśmy raki i ryby. Cieszyliśmy się każdą wycieczką do lasu na grzyby i jagody. Do dzisiaj wspominam jak to na kolację jedliśmy jakieś ryby w sosie pomidorowym z amerykańskich konserw, do czego nikt z nas nie był przyzwyczajony, ponieważ z takim smakiem nasze podniebienia stykały się pierwszy raz. Zaopatrzenie na naszą kolonią napływało z darów amerykańskich, bo nie było jeszcze żadnej „żelaznej kurtyny”. Tamte kolonie dla wielu z nas były pierwszym dłuższym pobytem poza domem i może dlatego wszystko wydawało się nam zupełnie inne, i takie ciekawe, i nieznane. Jako dzieci z miasta niektóre z nas po raz pierwszy poznawały wieś.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd