Ów magiel był dość duży, a jego skrzynia drewniana obciążona kamieniami nas, dzieciach, robiła niesamowite wrażenie. Zawieszona była na specjalnych mechanizmach wprawianych w ruch przy pomocy owego koła, które poruszało jeszcze jakoweś podnośniki.

Kręcenie kołem wcale nie było takie łatwe i należało bardzo uważać, by skrzynia nie spadła czy nie obsunęła się całkowicie. Pod nią podkładało  się wałki z nawiniętą na nie bieliznę wcześniej pokropiona wodą, bo musiała być wilgotna. Kręciło się tą korbą, a skrzynia przesuwała się to w jedną, to w drugą stronę, skrzypiała trybami, pot często się lał z czoła kręcącej osoby, ale efekt był wspaniały. Bielizna była gładziutka i lśniąca od krochmalu używanego podczas prania. Pamiętam, że do prania białej bielizny stosowano niebieską farbkę, którą można było kupić w sklepach mydlarskich. W tamte czasy pranie  w domu było niezwykłym wydarzeniem. Nie prało się w żadnych pralkach automatycznych, ale w baliach i tylko co jakiś czas. Takie pranie trwało zazwyczaj trzy dni. Tak było naprawdę.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd