Zielone Świątki były zawsze bardzo radosnymi dniami, szczególnie dla dzieci, co to chodziły jeszcze do szkoły, a radość nasza były tym większą, że już pachniało wakacjami. Powoli przestawaliśmy myśleć o szkole. Przecież już był czynny basen u pana Wojewódki, gdzie chodziliśmy się kapać na wiele dni przed św. Janem, jak to było w zwyczaju.

Wydaje mi się, że i pogoda w tamte lata była inna niż dzisiaj. Już od maja zaczynały się burze szalone, takie potężne z piorunami i grzmotami ogłuszającym. Błyskawice rozdzierały całe niebo, walił grzmot za grzmotem. Od piorunów wybuchały pożary, zwłaszcza na wsiach i były śmiertelne ofiary. Wówczas burze nad naszym miastem trwały bardzo długo i głośno mówiono, że Wieluń leży „w dołku”, więc chmury nie mogą się tak łatwo przemieszczać – tak mówiono, a my, dzieci święcie w to wierzyliśmy.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd