Były też niewielkie stawy obrośnięte tatarakiem. Młodzi dzisiaj może nie wiedzą tego, jak wyglądała to roślina nadwodna i jaki miała zapach wspaniały. Tatarakami obrastały tamte stawy za torami, a na łąkach, gdzie pasły się krowy, rosły rozmaite kwiaty na bukiety zrywane. Spod stóp zrywały się żaby, które dziewczyny napawały lękiem.

Mogliśmy zobaczyć bociany spacerujące w wysokiej trawie dumnie i wyniośle, bo przecież nikt ich nie przeganiał ani nie straszył. W tamtych czasach bociany były synonimem szczęśliwości... Przypominam sobie, że z Rudy pewien bocian nie odleciał jesienią i u dobrych gospodarzy zamieszkał aż na pięć lat. Był  wiernym niczym pies najserdeczniejszy.

W majowe południe na tych łąkach za torami było parno, słońce przygrzewało, powiewał lekki wiatr i daleko roznosił zapach tych łąk zielonych i pachnących. Chodziliśmy nimi, omijając ostre kępy sitowia i mocząc stopy niemal po kostki... Chodziliśmy ku tym stawom niewielkim, by przed Zielonymi Świątkami zrywać całe naręcza tataraku.  Był wysoki, gruby i mięsisty u dołu, a pachniał niezapomnianie.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!