A w Wielką Sobotę nosiliśmy w koszyczku święconkę do kościoła.

Zaraz po wojnie nasz kościół parafialny wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Już nie chodzi o to, że miał nieco inne i wyższe wieże, i dach jego był płaski, i blachą kryty, a okna w prezbiterium malutkie, i ołtarz nie taki jak dzisiaj. Ale ten kościół był zraniony wojennym pociskiem armatnim, który rozwalił część ściany, co to dzisiaj znajduje się jeden z tych wspaniałych witraży. Tę dziurę zamurowano dopiero kilkanaście miesięcy po zakończeniu działań wojennych. Nawet ten ogromny krzyż dzisiaj wiszący u góry nawy inne miał kształty i wisiał na bocznej ścianie naprzeciw ambony, z której wygłaszane były wszystkie kazania, homilie i nawet ogłoszenia parafialne. Ubogi był wtedy ten kościół, jak zresztą wszystko wokół...

Teren przykościelny był wtedy pusty zupełnie, bo nie istniał na nim budynek plebani. Nie było też tego masywnego ogrodzenia , co to dzisiaj zdobi cały plac. I dzwony tak nie dzwoniły jak dzisiaj, bo Niemcy je zrabowali, a kościelny Nikołajew, wiekowy już staruszek z ogromną siwą brodą i prawie zupełnie łysą głową, długa liną zwisającą niemal pod samym ołtarzem, uruchamiał sygnaturkę, by ogłosić całemu miastu i światu, że czas już przyjść na mszę do kościoła.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!