A więc czas na powroty...

Pamiętam, że długi czas po wojnie w naszym mieście dwa razy w roku przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą odbywały się jarmarki. Po prostu były to targi, na które zawsze zjeżdżało bardzo dużo ludzi nie tylko z sąsiednich wsi, ale i z dalszych miejscowości, bo wtedy można było u nas kupić dosłownie wszystko, co potrzebowali rolnicy i mieszkańcy Wielunia.

Takie targi stawały się zwiastunami zbliżających się świąt. Na takie targi ludziska przybywali nawet z bardzo odległych stron wozami przeróżnymi, często półkoszkami albo takimi skrzyniowymi, co to można było w nich przewozić świniaki, indyki, wory ze zbożem, kaszą czy ziemniakami. Wiejskie gospodynie przywoziły na sprzedaż masło żółciutkie i zawsze uformowane w osełki zawinięte w białe płótno, a przed Wielkanocą w zielone liście chrzanu, jeśli taki pojawiał się w tej wczesnej wiosennej porze roku. Masło było lekko solone, pachniało wspaniale. Wiozły kobiety na ten targ bieluteńkie sery, kosze z jajami i to wcale nie z żadnej fermy, ale od kur karmionych naturalną paszą. Od czasu do czasu za taką chłopską furmanka ciągnęło cielę i zawsze szło bardzo powoli, jakby wiedziało, że zmieni właściciela.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!