W Wieluniu telefony wyłączono dopiero o ósmej rano.

Jesteśmy przerażeni. Pobiegłem do Salejdów, by Marek nie przyjeżdżał po mnie, bo i tak nie będziemy mogli jechać po te ryby. Oni też o niczym nie wiedzieli. Zosia zaczęła strasznie płakać, a Marek zdenerwował się cholernie.

W drodze powrotnej do domu, czyli z Różanej na Sieradzką, spotkałem aż trzy patrole milicjantów i zomowców. Młode byczki, uzbrojeni w „kałasznikowy”, szli środkiem ulicy butnie jakby całe nasze miasto do nich należało. A była to ulica i miasto już bardzo smutne, zaśnieżone i bardzo mroźne. I ulica była dla nich zła, i całe miasto. W ten smutny dzień z domu nie wychodziłem już nigdzie.

Nie wiem czy dobrze zrobiłem przypominając tamten czas w naszym mieście... Później były jeszcze tragiczniejsze wydarzenia, które do dzisiaj bulwersują nas wszystkich... Czy można więc zostawić tamte dni w zapomnieniu...?

Our website is protected by DMC Firewall!