W mych powidokach wyłania się obraz... Widzę mego ojca, jak z tym swoim przewieszonym przez plecy karabinem bez naboi, prowadzi swój policyjny rower piaszczystymi drogami w stronę dalekiej jeszcze Wisły...

Nie powrócił do nas już nigdy...

Po czterech czy pięciu dniach tułaczki, gdy już nie wiadomo było dokąd iść, kiedy zmęczeni i utrudzeni ludzie zobaczyli, że zewsząd „ciągną obce wojska”, postanowiono powracać do domu. Niektórzy w tej powrotnej drodze kopali groby, by godnie pochować zabitych swych najbliższych, przyjaciół, znajomych...

Our website is protected by DMC Firewall!