Moja Mam opowiadała jak to w czasie tej ucieczki przed Niemcami ludzie zwykłą jesienna mgłę wzięli za gaz trujący zrzucany przez wrogie samoloty. Wszyscy własnym moczem nasączali wtedy jakieś szmaty czy chusteczki i przez nie starali się oddychać, bo to miało zapobiegać zatruciu...

Z Mamą i Babcią w tej panicznej ucieczce jechaliśmy jakąś furmanka, a mój Tato szedł przy niej, bo rower prowadził, jak wielu policjantów w tamte dni... Był w granatowym mundurze i przez plecy przewieszony miał karabin. Szedł obok nas w tej ostatniej wspólnej drodze. Wszyscy namawiali Ojca, by zrzucił mundur, jak wielu z policjantów to uczyniło, przebrał się w cywilne ubranie, a karabin gdzieś zakopał na leśnej polanie... Mówili więc Tacie, że to na nic się nie zda taka nierówna walka, że przegramy z silniejszymi siłami... On jednak, jako policjant, miał rozkaż zameldowania się w jakimś miasteczku na wschodnich terenach Polski leżących. Do dzisiejszego dnia nie wiem jak nazywała się ta miejscowość. Ojciec nie posłuchał rad znajomych, nie zrzucił munduru, nie zakopał karabinu... W pewnym miejscu drogi swej tułaczki i drogi na śmierć pożegnał się z nami. Mama opowiadała mi później, że wtedy bardzo płakałem, a przecież jeszcze byłem niemowlakiem i niewiele wiedziałem o tragedii całego rozstania. Podobno płakali wszyscy na jakiejś rozstajnej drodze...

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!