Nie pamiętam czy tamtą „ślepą” uliczką Słowackiego kiedykolwiek jeździł jakiś samochód... Była ona zawsze niezwykle cicha, zielona wiosną i pachnąca kwiatami ogrodów... Największy z nich maiła Zofia Nawrocka.

Sama go uprawiała, kopała, grabiła, pielęgnowała owocowe drzewa, z których i tak nie miała większych korzyści, bo dzieciaki z całej okolicy przełaziły przez płoty i zrywały, co tylko dało się zjeść. A jak smakowały takie cudze owoce, to zapewne wszyscy wiemy. A w tym ogrodzi rosły nie tylko papierówki, ale i szare renety, i złote, i kosztele, których już od lat nie ma w sprzedaży... Gdzie się podziały tamte smaczne jabłka  z naszych dziecinnych lat..?

Przez ogród Zofii Nawrockiej, wzdłuż strugi cuchnącej można było przejść do ulicy św. Barbary. Mijaliśmy wtedy dom, w którym mieszkał nauczyciel muzyki - Józef Jasyk, co to nawet na moment nie rozstawał się ze skrzypcami. Przechodząc obok tego domu na tą cuchnącą strugą, lubiłem posłuchać, jak on gra na swych niebiańskich skrzypcach. Teraz z przykrością stwierdzam, że w mej pamięci zatarła się sylwetka tego skrzypka, ale w pamięci pozostała muzyka, którą jakbym wciąż słyszał.

Our website is protected by DMC Firewall!