W tym domy eleganckim, z którego wychodziło się na duży balkon, mieszkał także profesor Kazimierz Wojciechowski, również nauczyciel naszego ogólniaka. Do dzisiejszego dnia nie zapomnę jego wileńskiego a może lwowskiego akcentu i charakterystycznego wymawiania głoski „s”. Może dlatego wszyscy nazywali profesora „Roslinką”. Tak to bywa z tą młodzieżą... A profesor nie obrażał się nigdy i takie, nawet usłyszane „przezywanie” traktował jako rzecz normalną.

Mnie i córkom Aulichów bardzo szczegółowo starał się wytłumaczyć, dlaczego rośliny mogą rosnąć, ale nic nie rozumieliśmy z tego wykładu. Był to bardo dobry człowiek, uczynny dla każdego, a wobec pań szczególnie ugrzeczniony. Żył samotnie i dopiero po latach dowiedziałem się, że kiedyś miał narzeczoną, która zmarła. Samotność jego była więc wyborem stylu życia.

Our website is protected by DMC Firewall!