Na scenie, która jeszcze istniała w auli, ustawiona była duża choinka, wisiały jakieś dekoracje i koniecznie wzniosłe hasło o socjalistycznej ojczyźnie. Od stropu zwisały taśmy bibuły karbowanej i kolorowej, spirale serpentyn. Ktoś z balkoniku przy pracowni fizycznej pana „Ciapka”, czyli Profesora Czaplińskiego, zrzucał na nasze głowy confetti wyciskane dziurkaczem z kratkowanych kartek zeszytu, a nam wydawało się to takie bajeczne, takie dalekie od codziennych naszych uczniowskich trosk i szarego życia.

Zapominaliśmy nawet o grożących nam niedostatecznych stopniach na półrocze. Grała orkiestra, a my usiłowaliśmy tańczyć, jak nam tylko się udało na czas podbiec do dziewczyny upatrzonej. Muzyka była typowa dla tamtych czasów, bo musieliśmy tańczyć w rytm melodii bratnich narodów, choć zupełnie z tego nie zdawaliśmy sobie sprawy.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!