Pomieszczeń na taką ogromną liczbę uczniów było mało w naszym liceum. Nie wybudowano jeszcze wtedy tego łącznika między głównym gmachem a salą gimnastyczną. Uczyliśmy się również w pomieszczeniach budynku należącego do sióstr Antoninek, ale bardzo często lekcje odbywały się właśnie w tej barakowej stołówce. Pani Maria mówiła wówczas, że to „na pokuciu”.

Żeby było jeszcze śmieszniej, to do tej stołówkowej sali na zimę, a były one wówczas bardzo srogie, wstawiono dość duży piec żelazny i długą rurą łączono go z kominem znajdującym się w ścianie oddzielającej całe pomieszczenie od kuchni. Nam nie trzeba było wtedy dużo mówić, bo dziwnym trafem, gdy byliśmy do lekcji nie przygotowani, owa rura, pociągana za niewidoczny sznurek przywiązany do niej, spadała z wielkim hukiem wśród krzyki i pisku dziewczyn. Sypały się z niej wtedy sadze, „psorzy” się denerwowali, a my udawaliśmy z poważną miną, że bardzo nam żal, że taka strata czasu, że lekcja zapowiadała się tak przyjemnie, a tu takie nieszczęście nas potrafiło spotkać...

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd