W takiej zabawie brali udział zazwyczaj wszyscy mieszkańcy Osjakowa – starsi i młodzież, i gromada dzieci. Rozkładali na trawie wrośniętej w nadrzeczny piasek jakieś koce, z toreb wyjmowali jakieś tam jedzenie i picie. Można było rozpoczynać zabawę. Wokół szumiała rzeka, szumiały drzewa i w głowach szumiało od tańców. Bęben uderzał do rytmu, grał harmonista i wszyscy tańczyli do upadłego, do zmęczenia samego.

Ta skromna „orkiestra” wygrywała ówczesne przeboje, najczęściej tanga, bo taniec w powolnym rytmie i nogi nie wzniecały tyle kurzu, i pary mogły się przytulać czule do siebie. Były też i polki, oberki i walce tańczone z wielką estymą. Pamiętała też ta bawiąca się gromada o śpiewaniu piosenek. Wtedy mogliśmy jeszcze śpiewać „Czerwone maki na Monte Cassino”,  więc w przerwie grania orkiestry nastawała czasami chwila zadumy i ktoś cicho zaczynał tę pieśń i zaraz coraz głośniej podchwytywali ją inni. Dzisiaj rozumiem, że śpiewanie jej stanowiło jakiś hołd tym, których zabrakło już na wyspie podczas majówki, którzy zostali wymordowani przez jednego i drugiego okupanta. Po tej pieśni następowała chwila ciszy i słychać było tylko szum nurtu rzeki i drzew. Później majówka trwała dalej. Bawiono się i tańczono do zmroku samego, by przed zapadnięciem ciemności zupełnych zdążyć przedostać się z wyspy na drugi brzeg. Podejrzewam, że niektóre pary pozostawały tam aż do białego rana, bo przecież było to miejsce bardzo urokliwe do miłosnych igraszek.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!