W domu na płycie węglowej kuchni pieczono mielone kotlety, wieprzowe oczywiście i panierowane bułką. Pamiętam  smak tych kotletów z dużą ilością pokrojonej w kosteczkę cebuli i pieprzem. Skwierczały one na patelni i drgały w tłuszczu z topionej słoniny, którą jeszcze w piątek kupowaliśmy na targu albo i w sklepie pana Bentkowskiego.

Tania jatka nie istniała, dopiero później była ona naprzeciw stadionu, a jeszcze później w miejscu piekarni pana Hąci, bo przecież musiał ją zlikwidować i nie wypiekał już tego smacznego chleba. Ten jego dom to w ogóle ciekawy fragment naszego miasta. Cóż, dzisiaj straszy on ruinami piekarni, do której dawno temu moja Babcia nosiła do upieczenia kurczaka nadzianego na słodko, ale jeszcze bez rodzynek, bo skąd je wtedy było wziąć. Taki kurczak, mówiono „kogutek”, był kupowany na targu za pamiętam, piętnaście ówczesnych złotych. Żywy, wykarmiony przez gospodynie najczęściej z Kurowa lub Turowa, bo one przyjeżdżały na targ, to naprawdę był okaz. U nas w domu tego kurczaka naturalnie nie miał kto zabić, a trzymać go nie było gdzie. Babcia chodziła po sąsiadach i prosiła, by któryś z nich ulitował się i skrócił kurczakowi życie. Później o takim jednym mówiła, że to prawdziwy rzeźnik, bo toporkiem zrobił tylko ciach i po życiu ptaka. Na tę majową niedzielę był więc i pieczony kurczak. Koniecznie i kompot z rabarbaru. Czerwony i pachnący płyn już w sobotę nalewano do dużych litrowych butelek, nie wiem po czym, ale domyślam się, które zatykano prawdziwym korkiem. Na następny dzień musiał być i placek drożdżowy z kruszonką taką grubą i słodką, co to każdy z nas wydłubywał z ciasta i dostawał po łapach od mamy za to łakomstwo oczywiście. Te placki również u pana Hąci się piekły. Po przyniesieniu ich do domu pachniało nimi całe mieszkanie. I pachniała jeszcze pasta do podłogi, bo zawsze w sobotę była ona pastowana… Pamiętacie te dawne domowe zapachy, Drodzy Czytelnicy?

Link: http://wielun.net.pl


DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd