Szczególnie przyjemne były te majowe. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam, że już w sobotę w każdym domu podejmowano decyzję, gdzie spędzi się następny dzień. Nie było dużego wyboru. Jeżdżono do Osjakowa, Krzeczowa, może nawet i do Toporowa, wszędzie trudno było dojechać, bo przecież nie istniało tyle połączeń komunikacji samochodowej co dzisiaj.

Nie wszyscy mieli samochody, może nieliczni tylko. W sobotę wieczorem, kiedy już wszyscy byli w domu, zaczynało się szykowanie jedzenia na majówkę. A jedzenie wówczas umilało pobyt na świeżym powietrzu, na łonie natury, jak wtedy mówiono. Najważniejszy był oczywiście chleb. W naszym mieście było kilka piekarni, ale każdy z mieszkańców chodził tylko do swojej. My kupowaliśmy doskonale wypieczony chleb w piekarni pana Hąci. Umiał on piec wspaniały chleb i na dodatek posypywał makiem każdy bochenek.

Our website is protected by DMC Firewall!