Pamiętam też zapachy tego domu. Z kuchni niosły się wonie potraw, suszonych grzybów i ziół, z których Ciotka zawsze wiła wianki, by zanieść je później do święcenia w kościele. Od strony gabinetu Wujka dochodził zapach jodyny, benzyny do odkażania ran, przeróżnych lekarstw, którymi potrafił obdzielać za darmo biednych chorych. Te zapachy przydawały temu domowi niezapomnianej atmosfery...

Moja Ciotka była osobą niezwykle dobrą i nabożną. Starała się pomagać każdemu, kto tylko do niej się zwrócił z taką czy inną prośbą. Pamiętam, że biedny Ludwik, co to całe życie był nosiwodą, zawsze w domu Ciotki przyjmowany był z godnością i częstowany dobrym jedzeniem, bo umiała gotować doskonale. Wielu wielunian pamięta zapewne Ciotkę z pielgrzymek na Jasną Górę. Brała w nich udział od wczesnej młodości. Przypominam sobie dokładnie, że zaraz po wojnie na każdą pielgrzymkę zabierała ogromny wiklinowy kosz z jedzeniem, by nim obdzielać w czasie wędrówki tych, co to do Matki Boskiej szli o głodzie. Całe życie odmawiała sobie, by tylko inni mieli. Z tych pielgrzymek powracała zmęczona, ale bardzo radosna, a ludzie mówili później, że przy niej było im dobrze i byli Jej wdzięczni.
Wujek odszedł od nas w grudniu 1968 roku...

Our website is protected by DMC Firewall!