Za tą piękną topolą, już od strony południowej, rosła śliwa, którą wszyscy nazywali węgierką francuską, a nas, dzieci, bardzo to dziwiło, że drzewo może mieć dwie narodowości. Owoce jej dojrzewały późnym latem, ale były wspaniałe – pestka odchodziła i były słodkie, i soczyste. Dzisiaj nie ma już takich śliwek jak te na podwórku Cierkoszów. Smak jej jeszcze pamiętam i czuję lepkość dłoni, bo tamte owoce były takie słodkie.

Podwórko było obszerne i był tam ten ogródek z kwiatami, i jeszcze studnia cembrowana z takim „koszurkiem”, którym można wyciągnąć wiadro z wodą, i kopiec na kartofle tam się znajdował, jako że piwniczka, zresztą bardzo maleńka, umieszczona została pod podłogą pomieszczenia kuchennego, więc wszystkie warzywa i ziemniaki Ciotka przetrzymywała w owym kopcu, bardzo przydatnym. Od placu, na którym rosła topola i śliwa aż do drewnianego płotu odgradzającego kwitnący ogródek było zwykłe podwórko ciągle rozjeżdżone chłopskimi furmankami i rozdeptane końskimi kopytami.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd