Posesja mojego Wujostwa graniczyła z kuźnią należącą do rodziny Słupianków. Ten popularny wówczas warsztat rzemieślniczy znajdował się niemal przy samej ulicy i dzisiaj z trudem można sobie wyobrazić, iż niemal w samym środku miasta podkuwano konie, kuto żelazne obręcze do wozów chłopskich, że rytmicznie waliły kowalskie młoty przy kształtowaniu podków rozgrzewanych do białości w żarzącym się palenisku podsycanym przez powietrze z ogromnego miecha kowalskiego.

Tak samo trudno sobie wyobrazić, że przy tej kuźni zawsze stały chłopskie furmanki i konie czekały swej kolejki do podkucia, by później jeszcze radośniej stukać swymi kopytami o bruk ulic naszego miasta.

Z drugiej strony dom mojej Ciotki graniczył z posesją Wilusiowej. Pamiętam tę starszą kobietę ubrana zawsze w staromodne suknie i długie niemal do ziemi. Jej dom był właściwie ruiną, bo i tynk odpadał, i deski podłóg próchniały, ale zawsze mieszkali tam jacyś lokatorzy, gdyż było tam więcej mieszkań.

Our website is protected by DMC Firewall!