Zawsze przed świętami chodziliśmy oglądać bożonarodzeniowe wystawy, bo jeszcze do końca lat czterdziestych prywatni kupcy starali się, mimo ustawicznego zagrożenia przez komunę, dobrze zaopatrywać swe sklepy, dbali też o ich wystrój. Pamiętam, że zaraz za sklepem pani Janowskiej i za cukiernią pana Jana Zajączkowskiego znajdowała się drogeria państwa Popławskich z największym oknem wystawowym na całej ulicy Kaliskiej.

W normalnym czasie na wystawie tkwiły przeróżne flakoniki, szczoteczki do zębów, brzytwy, pędzelki do golenia. Do kupowania przyciągała reklama najlepszego wówczas kremu „Nivea”. Było to zdjęcia wspaniałej gwiazdy teatru i filmu – Mieczysławy Ćwiklińskiej, która jakby uśmiechem swym dawała poznać, że ten krem jest naprawdę wspaniały. Już od końca listopada witryna tego sklepu przybierała baśniowy wygląd. Płaszczyliśmy wtedy nosy na zimnej szybie wystawowej i wchłanialiśmy widok całej szopki betlejemskiej z jej gipsowymi kolorowymi figurkami ustawionymi na bieluteńkim śniegu  zrobionym z waty i ligniny. A niebo tej wspaniałości było tak błękitne, a na nim srebrne gwiazdy z cynfolii. Niektórym dzieciom robiło się nawet żal tych gipsowych owieczek, osiołków i wielbłądów, że tak marzną na tym śniegu. To wszystko  działało na nasze uczucia. Dzisiaj przez szyby tego lokalu widać wątpiącej jakości buty i jakoweś bluzki czy suknie miernej piękności.

Our website is protected by DMC Firewall!