Na prawo od wejścia do sklepu pani Janowskiej był świat najprzeróżniejszych zabawek, tych tanich i nieco droższych. Z półek zwisały kolorowe trąbki, dziecięce blaszane bębenki pomalowane na niebiesko lub czerwono, papierowe pajace, które po pociągnięciu za sznurek cudacznie i śmiesznie podnosiły do góry nogi i ręce, drewniane samochody, kolorowe kalejdoskopy i klocki do układania obrazów lub dziecięcych pałaców. Dziewczętom tam właśnie rodzice kupowali szmaciane lalki ubrane w perkalikowe sukieneczki, były tam również pluszowe misie, ale takie, co to później służyły do zabawy jeszcze wnukom. Nie wspomnę już o różnych grach w rodzaju „Chińczyka”, domina, kartach do „czarnego Piotrusia” czy loteryjkach. Boże Drogi, kto dzisiaj gra w domino..?

Druga taka księgarnia, połączona już ze sklepem papierniczym, mieściła się na rogu ulicy Śląskiej i dzisiejszej Piłsudskiego, dokładnie w miejscu, gdzie dzisiaj stoi ten piękny blok z zawrotnymi cenami za mieszkania. Ale wówczas istniał tam niewielki dom ze spadzistym papą krytym dachem i jedynym w mieście dużym niebieskiego koloru termometrem wiszącym na ścianie obok wejścia do księgarni pana Mrowickiego. Była ona nowocześniejszą i chyba lepiej zaopatrzoną w książki niż ta na rogu Kaliskiej. Jednak i tu, i tam panowała taka sama atmosfera serdeczności podtrzymywana przez właścicieli, taki sam był zapach pyłu książkowego i szelest papieru. A sprzedawcy doradzali kupującym w wyborze książek, znali zainteresowania swoich klientów, wiedzieli, czym dzieci lubią się bawić, a chłopcom ustawiali na kontuarze ołowiane żołnierzyki, zachęcali do kupowania kolorowych kartonów, z których wycinało się i sklejało modele statków i samolotów.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!