W którymś tam roku zniknął pomalowany na niebiesko dom Gortatów, na miejscu którego bardzo długo było pole czy łąka, bo dopiero na początku lat osiemdziesiątych zaczęto budować ciąg pawilonów handlowych z charakterystycznymi arkadami. W jednym z pomieszczeń najpierw miał sklep spożywczy Stacho Frorecki, by później zmienić go na perfumeryjny, a potem jeszcze wydzierżawić go Irkowi Drabowi, co to przeistoczył go na sklep spożywczo-monopolowy i na cześć swego najmłodszego syna nazwał „Bartek” Jeszcze wcześniej znikły pola i łąki w miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się ulica Sucharskiego.

Teren ten zaczęto zabudowywać jednorodzinnymi domkami, a później wzniesiono też bloki osiedla Wojska Polskiego. W latach, o których wspominam, przy mojej ulicy nie było też żadnej stacji CPN-u, bo znajdowała się ona w innym i zaskakującym dla młodego mieszkańca miasta miejscu. Nie było tyle samochodów przede wszystkim, tego smrodu spalin, kurzu, huku pędzących ciężarówek, od którego trzęsą się nasze stare domy. Wtedy w upalne noce można było otwierać okna, by o świcie usłyszeć śpiew ptaków gnieżdżących się w gęstwinie liści pięknych lip.

Dlaczego tak się rozpisałem o ulicy Sieradzkiej i poświęcam jej tyle uwagi? Przecież nie jest to ulica ani elegancka, choć stara się za taką uchodzić, ani zbyt czysta i na dodatek ma swoje słabe punkty zaniedbania, jednak darzę tę Sieradzką ogromnym sentymentem, więc o nich nie będę opowiadał. właśnie ów sentyment stał się dla mnie źródłem powrotów do czasu minionego i tego, że o mojej ulicy mógłbym nieustannie mówić.

Our website is protected by DMC Firewall!