W lipcu 1968 roku na kilka lat zamieszkałem w prześlicznym Zębie, położonym bardzo wysoko w górach na północ od Zakopanego, zaraz za Gubałówką. Do miejsca mego zamieszkania wtedy można było dostać się tylko pieszo drogą bardzo trudną, bo po deszczu błotnistą niesłychanie, a w zimie  po prostu na nartach, którymi się zjeżdżało z Gubałówki.

Praca kierownika szkoły, najwyżej położonej w Polsce, nie zajmowała mi wiele czasu. Mogłem więc wędrować po górach albo uciekać, jak wtedy mówiłem, „w Zakopane”. I znów spotkania z Panią Niekrasz, rozmowy, wycieczki na Harendę i w piękne doliny tatrzańskie. Smak pachnących poziomek ze śmietaną jedzonych z Panią Marią w góralskim szałasie w Strążyskiej pamiętam do dzisiaj. To Ona zaprowadziła mnie do „Atmy”, w której przed latami tworzył swą wspaniałą muzykę Karol Szymanowski. Dzięki Niej poznawałem życie Witkacego, o którym mówiła, że był narkomanem, ale wcale się temu nie dziwiła, bo przecież, jak mówiła każdy artysta ma jakieś odchylenia od przyjętych przez ogół norm i to go wyróżnia. Bywaliśmy jeszcze niejednokrotnie u Marusi na Harendzie.

Our website is protected by DMC Firewall!