Pewnego razu zaproponowała mi wycieczkę na Harendę. Byłem tam już kilka razy, ale teraz nie mogłem odmówić, bo przecież miałem wspaniałą przewodniczkę. Propozycja była więc bardzo kusząca. Pani Maria chciała mnie koniecznie przedstawić Marusi Kasprowiczowej, z którą żyła w ogromnej przyjaźni. Wcześniej Marusię widziałem dwa czy trzy razy, bo podczas wcześniejszego zwiedzania Harendy  po muzeum oprowadzała mnie zawsze jej siostra – Nieta.

Niewiele pamiętam z tego pobytu u Marusi Kasprowiczowej z Pania Marią.

Byłem tak przerażony, spięty, wzruszony spotkaniem z żoną Jana Kasprowicza, że zapamiętałem tylko wspaniałe nasturcje kwitnące w drewnianych korytkach na werandzie Harendy, trzy potężne koty, z których jeden nazywał się Mojżesz oraz ogromne oczy Pani Marusi, takie same jak na portrecie namalowanym przez Witkacego. Wisiał ten obraz  w bibliotece Harendy.

Our website is protected by DMC Firewall!