Do naszego gimnazjum każdego roku przyjeżdżała znakomita w tamtych czasach recytatorka – Kazimiera Rychterówna. W szkole było wtedy wielkie święto i uczta poezji. Rychterówna podwożona była z dworca kolejowego elegancką dorożką Pana Janika, bo przecież wtedy nie było jeszcze w naszym mieście żadnych taksówek. Tę słynną aktorkę kwiatami witała zawsze Pani Maria. Robiła to razem z ówczesnym dyrektorem liceum - Janem Kołodziejczykiem. Obie Panie były bardzo zaprzyjaźnione i dopiero po wielu latach dowiedziałem się, że razem studiowały na UJ. Wydawało mi się jednak, że Pani Maria lepiej deklamowała wiersze niż Rychterówna.

Jakoś skończyłem to nasze gimnazjum, jak ? - opowiem później, wyjechałem na studia do Lublina, by studiować polonistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ale z Panią Marią zawsze utrzymywałem kontakt. Były listy, kartki świąteczne, odwiedziny w Jej domu przy ulicy Słowackiego podczas pobytu na feriach czy wakacjach w Wieluniu. Zawsze wtedy pytała o treść wykładów mych profesorów uniwersyteckich. Najbardziej interesował Ją profesor Czesław Zgorzelski, który na KUL-u prowadził wykłady z okresu romantyzmu. Pani Maria interesowała się dosłownie wszystkim, co działo się na tym pogardzanym przez ówczesne władze uniwersytecie. Między nami pojawiła się nić serdecznej przyjaźni, która trwała przez lata.

Our website is protected by DMC Firewall!