Bardzo rygorystyczna, ale niesłychanie sprawiedliwa była Pani profesor Maria Ostaszewska. Pamiętam, że zawsze nosiła czarny fartuch z białym kołnierzem, może dlatego, że uczyła nas chemii. Podczas klasówek pilnowała nas w taki sposób, że chyba musiałby się stać cud jakiś, aby któreś z nas odważyło się ściągnąć.

Ze śpiewu, który miał z nami przemiły Pan Witt, zawsze byłem wyrzucany z klasy, bo miałem barani głos, który przeszkadzał innym w śpiewaniu. Zawsze fałszowałem, a tak pragnąłem śpiewać, nawet w szkolnym chórze.

Z ogromnym rozczuleniem wspominam Panią Hąciową, uczącą znakomicie mocno okrojonej i fałszowanej wówczas historii. Później zrozumiałem jej trud w przekazywaniu nam zakazanych przez władze wiadomości., za co groziło jej zwolnienie z pracy i Bóg wie jeszcze jakie kary.

Widzę Pana Antoniego Kaśnickiego, kreślącego na tablicy wektory podczas lekcji fizyki, której później uczył mnie Pan Czapliński. Byli jeszcze i inni profesorowie tego naszego wspaniałego „ogólniaka”, jak to się mówiło wówczas, ale pamięć moja albo zatarła ich ślady, albo jeszcze kiedyś ich tutaj przypomnę.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!